Wszyscy jesteśmy ogórkami...

Znowu w pociągu. Lato w pełni, remonty na kolei idą pełną parą - no ok, może niekoniecznie pełną, ale pewne odcinki zostały wyłączone, zatem mniejszym niż zwykle zaskoczeniem powinny być wszelkie opóźnienia pociągów. Oczywiście, mój również był opóźniony - nie było chyba takiego, który odjechałbym zgodnie z planem w tym czasie, kiedy czekałem na ten, który uwiezie mnie na dalekie rubieże kraju.
Wspomniałem już, że lato w pełni, to też i temperatury, jak wszyscy wiemy, od kilku dni są godne najlepszych nadmorskich kurortów z basenu śródziemnomorskiego. O ile jeszcze na zewnątrz daje się wytrzymać, zwłaszcza w cieniu, tak już w budynkach jest gorzej, a w nieklimatyzowanych wagonach pociągu, jest to niemal niewykonalne. Biletomat wylosował mi miejsce w wagonie nr 13, co okazało się chyba nie tyle pechowym, ale niezbyt szczęśliwym trafem. Odnalazłem wagon, przez zamknięte drzwi przedziału dojrzałem numer swojego miejsca, złapałem za uchwyt, pociągnąłem, drzwi się przesunęły, przedział stanął otworem, za próg przedziału zdążyłem wsunąć nos i zamarłem...




Gdyby można było wypluwać zapach, to zrobiłbym to natychmiast! Ale chętnie zrobiłbym to nosem, aby pozbyć się najdrobniejszej drobinki, która unosi się w powietrzu i powoduje, że zapach jest odczuwalny. Jest taka scena, kiedy uwięzione na drzewie wnuki dra Hammonda próbują pogłaskać brachiozaura chcącego oberwać liście z gałęzi, na których oni akurat siedzą. Brachiozaur podrażniony kicha potężnie w dzieci i już sekundę potem kamera pokazuje dwoje dzieci oblepionych niemiłosiernie galaretowatą substancją. Zrobiłbym chętnie dokładnie tak samo i koniecznie do wnętrza przedziału!


Otóż, drzwi przedziału były tak samo szczelnie zamknięte, jak okno w przedziale. W rzeczonym przedziale miejsc jest sześć (boję się pomyśleć, co by było, gdyby było ich osiem), z czego cztery były już zajęte. Miejsca zajmują czterej młodzi mężczyźni, którzy wracają ewidentnie z jakiegoś festiwalu, bo mają na nadgarstkach zielone materiałowe opaski. Stawiam na Polish Hip-Hop TV Festival w Płocku. Trwający trzy dni festiwal, młodzi ludzie, dużo muzyki, szaleństwa i jak widać picia, bo panowie są bardzo zmęczeni. Sfatygowane po trzech dniach buty, ubrania i ciała, wydzielają iście męski naturalny zapach. Nie jest to cebula i pasztet, nie mocz i kał na szczęście, jednak jest to po prostu zmęczone ciało razy cztery. Kiedy wsadziłem nos do przedziału uderzyło mnie zatęchłe, gęste, nieświeże powietrze, tak nieświeże, jak nieświeże może być po nocy w zamkniętym niewielkim pokoiku, w którym śpi i poci się kilka osób. Miałem wrażenie, że mnie objęło swoimi miękkimi, kleistymi, ciepłymi - co przerażające w obecnej aurze - ramionami smrodku. No nic, nie chcąc stać na korytarzu, usiadłem w przedziale. Przebiegle spróbowałem nie domknąć drzwi do przedziału, aby nastąpiła choćby szczątkowa cyrkulacja powietrza na tej niewielkiej przestrzeni. A skąd! Człowiek drzemiący przy drzwiach, zanim się zorientowałem, dobrze rozsiadłem, zasunął drzwi szczelnie, mamrocząc coś o hałasach z korytarza. Siedzę zatem, tęsknie spoglądam w kierunku okna, przyzwyczajam się już do zapachu, więc prawie go nie czuję, jednak mam go w pamięci i mam też tę porażającą świadomość, że zapach jest nadal obecny, nadal jest ze mną, trwa przy mnie i przywiera do mnie z lubością i determinacją godną małego szczeniaczka. Zapytałem, czy można by uchylić okno, bo jest duszno - a na usta cisnęło mi się 'bo śmierdzi, kurwa!' - na co panowie spod okna odpowiedzieli, że 'strasznie wieje'!!! WTF?!


Ludzie! Na Matkę Naturę! Dbajcie o siebie i skazujcie się wzajemnie na ukiszenie w przedziale wagonu kolejowego! To taki mój apel! Wybierajcie miejsca z dala od okna, jeśli macie wrażliwe coś tam, co może Wam przewiać! Zabierajcie ze sobą jakieś apaszki, którymi możecie się owinąć, albo czasowo okryć, miejcie litość nad innymi, bo nie jedziecie najczęściej sami :)


Ps Od pięciu minut drzwi pozostają odrobinę uchylone... Jest nadzieja, że nie stanę się kiszonym ogórkiem...

Komentarze

Popularne posty